Już w chwili, gdy ją poznałam, teściowa dała mi jasno do zrozumienia, że nie jestem tu mile widziana.
Jej uścisk dłoni był słaby, a wzrok przenikliwy, jakby już przygotowywała listę moich wad. I przez lata dbała o to, żeby mi je wszystkie przypomnieć.
Kolacja zbyt prosta? Wzdychała i mówiła, że jej syn woli „prawdziwe jedzenie”, takie, jakie gotowała jego była. Moje związane włosy? Wyglądałam „niedbale”. Moja sukienka była zbyt ładna? Najwyraźniej „za bardzo się starałam”.
