Tolerowałam to. Uśmiechałam się, łykałam jej uszczypliwości, powtarzałam sobie, że cierpliwość to miłość. Ale kiedy zaszłam w ciążę, jej pogarda przerodziła się w coś okrutniejszego – w podejrzliwość.
Podczas rodzinnych obiadów śmiała się zbyt głośno, żartując, że dziewięć miesięcy to „długi czas na utrzymanie tajemnicy”. Kiedyś pochyliła się nad stołem i zapytała mojego męża, czy jest pewien, że to jego dziecko.
