A co do pani – to jest moje mieszkanie, odziedziczyłam je po dziadkach, akt notarialny jest na mnie. Pieniądze za remont mogą państwo dochodzić sądownie, ale mieszkanie jest moje i chciałabym, żeby pani się wyprowadzała”.
Cisza. Olek bawił się klockami w pokoju obok. Słyszałam, jak układa jeden na drugim i mówi do siebie “jeszcze jeden, jeszcze”. Zuzia rysowała przy biurku. Normalne dźwięki normalnego domu, w którym właśnie zawalił się świat.
Spojrzałam na Damiana. Czekałam na jedno słowo. Jedno. “Mamo, nie martw się”. Albo “to jest też dom mojej matki”. Albo choćby “porozmawiamy o tym jutro”. Cokolwiek.
Damian milczał. Wstał, wziął telefon z blatu i wyszedł na balkon. Widziałam przez szybę, jak zapala papierosa. Ręce mu się trzęsły, to widziałam. Ale nie odezwał się.
Tamtej nocy nie spałam. Leżałam na tapczanie w swoim pokoju – nie, nie swoim, w pokoju, w którym mi pozwolono spać – i patrzyłam na zdjęcie Romka. “I co teraz?” – pytałam go w myślach. “Nie mam gdzie wrócić. Nie mam mieszkania. Pieniądze weszły w te ściany, w te okna, w ten blat, na który nasz syn nawet nie potrafił spojrzeć.”
Przez następne dwa tygodnie żyłam jak duch we własnym – nie, w cudzym domu. Patrycja nie była okrutna. Nie krzyczała, nie wyrzucała moich rzeczy. Po prostu traktowała mnie jak kogoś, kto powinien zrozumieć sytuację. Mówiła “dzień dobry” i “dobranoc”. Pytała, czy zabieram fotel, czy go zostawiam.
Damian wynajął kawalerkę na drugim końcu miasta. Zaproponował, że mogę u niego zamieszkać “na razie”. Kawalerka miała dwadzieścia osiem metrów, jedno okno na parking i ściany tak cienkie, że słychać było telewizor sąsiada. Mój syn, który obiecywał mi dom, rodzinę i spokojną starość, stał w progu tej kawalerki i mówił: “Mamo, coś się wymyśli”.
Poszłam do prawnika. Pani mecenas, młoda, oczy jak u Zuzi, powiedziała mi wprost: mieszkanie jest Patrycji, to fakt. Pieniądze za remont mogę próbować odzyskać – ale musiałabym udowodnić, że je dałam, a przelew był na konto Damiana, nie Patrycji. Sprawa sądowa. Miesiące, może lata. I żadnej gwarancji.