Pierwsze miesiące były dobre. Gotowałam obiady, odbierałam Zuzię, chodziłam z Olkiem na plac zabaw. Patrycja wracała z apteki o piątej i mogła odpocząć. Damian w trasie był spokojniejszy, bo wiedział, że w domu jest porządek. Miałam swój pokój – ten mniejszy, przy kuchni – z tapczanem, szafką i zdjęciem Romka na parapecie.
Sprzedałam swoje mieszkanie i zamieszkałam z synem. Umowa była prosta – ja pomagam z wnukami, on zapewnia mi dach nad głową. Po dwóch latach syn się rozwodził
