Chciałam tylko jasności. Myślałam, że największym problemem grudnia będą niedokończone zakupy albo chore dziecko przed szkolnym przedstawieniem. Zamiast tego, cichy telefon od nauczycielki przedszkolnej mojej córki zmienił wszystko.
Delikatnie pokazała mi rysunek Ruby – nasza rodzina trzymająca się za ręce pod jasną gwiazdą. Byłam tam ja, mój mąż Dan, nasza córka… i jeszcze jedna kobieta, wyższa ode mnie, z podpisem „Molly”. Ścisnął mi się żołądek, gdy nauczycielka wyjaśniła, że Ruby często mówiła o Molly, jakby była częścią naszego życia. Uśmiechnęłam się uprzejmie, podziękowałam i zaniosłam obrazek do domu, a ręce drżały mi bardziej, niż chciałam przyznać.
