Cel ich podróży nie był muzeum ani kawiarnią. To było przytulne biuro z lampkami choinkowymi i mosiężną tabliczką z napisem: Molly H., Family Child Therapy. Przez okno zobaczyłem Ruby na kanapie, Dana obok niej i Molly klęczącą z pluszową zabawką – ciepłą, profesjonalną, spokojną. Mój gniew przerodził się w konsternację. Kiedy wszedłem do środka, mina Dana zrzedła.
Czego nauczyły mnie rysunki mojej córki o ciszy
