Wiera Iwanowna położyła telefon na stoliku nocnym i długo patrzyła w sufit.
Potem, jakby zbierając się na odwagę, ponownie sięgnęła po telefon i wybrała numer syna. Dzwonek przeciągał się powoli, jakby chciał zasygnalizować, że Maksym waha się z odebraniem. W końcu usłyszała zirytowane: „Tak, mamo, czego potrzebujesz?”. „Maksymuszka, synku, zastanawiałam się, czy nie chciałbyś wpaść dzisiaj?”. W głosie Wiery Iwanowny brzmiała nadzieja, choć stłumiona przez słabość.
