Po wyjściu z więzienia, pierwszą rzeczą, jaką zrobiła młoda kobieta, było zaniesienie bukietu na grób męża. A gdy pochyliła się, by złożyć kwiaty… Ciężkie, żelazne bramy więzienia o zaostrzonym rygorze otworzyły się z trzaskiem, uwalniając szczupłą kobietę w średnim wieku. Anna Kowalczuk stała na progu nowego życia, mając tylko jedno pragnienie: zapomnieć o ośmiu latach koszmaru, który zmienił ją ze szczęśliwej żony w morderczynię męża. Wrześniowe słońce oślepiało jej oczy, nieprzyzwyczajone do jaskrawego światła.
W dłoniach ściskała zniszczoną torbę z jej skromnym dobytkiem i kopertę z pieniędzmi, które zaoszczędziła przez lata pracy w więziennej szwalni. Zaledwie 30 000 hrywien – tyle wynosił jej cały majątek po ośmiu latach życia. Anna szła powoli zakurzoną drogą prowadzącą z więzienia na przystanek autobusowy.
