— A twój barszcz znowu pusty, jak głowa twojej córki Lenki. Woda z buraków, a nie barszcz.
Weronika nie drgnęła. Nadal rytmicznie siekała zieleninę na drewnianej desce, i tylko do, jak mocno ściskała trzon noża, zdradziło jej nastrój. Knykcie jej zbielały, a ostrze wpadło w deskę z tępych, uderzeniowe uderzeniem.
