Pielęgniarka, która rozjaśniła moje najciemniejsze noce
W dniu narodzin mojego syna byłam o krok od śmierci.
Przez dziesięć długich dni oboje przebywaliśmy w szpitalu. Moje dziecko, kruche i walczące o życie, było na oddziale intensywnej terapii, a ja kuliłam się w małym pokoju na końcu korytarza, znacznie częściej czuwając niż śpiąc. Byłam zupełnie sama. Nie było przy mnie nikogo z rodziny. Żadnych znajomych głosów. Tylko nieustanny szum maszyn, tykanie zegara i strach, który z największą intensywnością wkradał się do mojego wnętrza po północy.