Dzieci Harlowów odnaleziono w 1992 roku: to, co wydarzyło się później, zszokowało cały kraj.

Groza tego, co zostało napisane, powoli stawała się nie do zniesienia. Te rzeczy, czymkolwiek były, były pasożytami żałoby. Istoty, które żywiły się pustką pozostawioną przez śmierć w rodzinach i nauczyły się naśladować dzieci, studiując desperackie próby pogrążonych w żałobie rodziców, by przywrócić to, co zostało utracone. A Harlowowie byli ich kolejną klasą, ich ostatnią szansą na doskonalenie imitacji człowieczeństwa. Wielebny Mitchell przeżegnał się, jego usta były w milczącej modlitwie. Ręka Thomasy Perry drżała tak mocno, że jej pismo było prawie niewyraźne. Brennan zmusiła się do zadania kolejnego logicznego pytania, choć bała się odpowiedzi.

„Dla ilu rodzin to robiłaś? Ile razy ćwiczyłaś?” odpowiedziała Rachel, a jej głos dołączył do zbiorowej harmonii, która zdawała się wydobywać od wszystkich siedmiu dzieci naraz. „Maltańska rodzina. Nie pamiętamy dokładnej liczby”. Czas płynie inaczej tam, skąd pochodzimy, ale uczymy się od wieków. Z każdym krokiem stajemy się bardziej świadomi, rozumiemy trochę lepiej, jak być tym, czego ludzie potrzebują.