Gdy tylko samochód odjechał, wyciągnąłem tablet. Używamy go, żeby zobaczyć, gdzie jesteśmy, głównie ze względów bezpieczeństwa.
Niebieska kropka zaczęła się poruszać, ale nie w kierunku muzeum.
Ciągle jechałem za trzema samochodami. Powtarzałem sobie, że zwariowałem.
Że znajdę ich w muzeum. Że to wszystko było tylko nieporozumieniem.
Zatrzymałem się za trzema samochodami.
Ale droga kończyła się pod nieznanym adresem: starym domem. Na drzwiach wisiał wieniec, a w oknach migotały światełka.
Na tabliczce widniał napis: Molly H. — Terapeutka
Stałem tam, zamarłem.
Kiedy wyjrzałam przez okno, zobaczyłam ich. Dan siedział wyprostowany, Ruby zwisała nogami z niebieskiej sofy, a Molly klęczała przed Ruby, trzymając pluszowego renifera i uśmiechając się ciepło.
Stałem tam, zamarłem.
To na razie tyle.
Drżącymi rękami otworzyłem drzwi.
Potem spojrzał w górę.
„Erico” – powiedział, wstając. „Co robisz?”
„Co ja tu robię? Kim ona jest? Dlaczego moja córka rysuje twoją „przyjaciółkę”, jakby była częścią naszej rodziny?”
To na razie tyle.
Oczy Ruby rozszerzyły się. „Mamo…”