— Czy wy w ogóle macie sumienie?! Przecież kupiłam te produkty na święto dla dzieci!
— Cześć! — uśmiechnął się Łukasz. — A my… — Nie — powiedziała spokojnie Maria. — Dzisiaj nie. Ewa mrugnęła zaskoczona. — Jak to „nie”? — Dzisiaj nasze dzieci mają swoje święto — odpowiedziała wyraźnie Maria. — Zaproszeni są tylko ich koledzy. Nie uprzedziliście nas. — Przecież jesteśmy rodziną! — oburzył się Łukasz.
— Właśnie dlatego — spojrzała mu prosto w oczy — oczekuję, że będziecie szanować nasz dom. Zapadła cisza. Tomasz zrobił krok do przodu. — Maria ma rację — powiedział stanowczo. — Nie możemy już tak funkcjonować. Ewa zacisnęła usta. — Nie wiedzieliśmy, że to dla was takie trudne. — Bo nigdy nie zapytaliście — odpowiedziała Maria. — A ja nie będę już milczeć.
Odjechali. Bez kłótni. Ale z urazą. Kilka kolejnych tygodni minęło w ciszy. Żadnych telefonów. Żadnych wizyt. Maria po raz pierwszy od dawna poczuła, że dom znów jest jej twierdzą, a nie stołówką. Pewnego wieczoru Tomasz wrócił z pracy poważny. — Rozmawiałem z Łukaszem — powiedział. Maria zesztywniała. — Jest zły. Ale… zaczął się zastanawiać.