Damian, mój jedynak, ożenił się z Patrycją sześć lat temu. Ładne wesele w restauracji, sto osób, kapela grała do rana. Patrycja wydawała się porządna – pracowała w aptece, spokojna, uśmiechnięta. Mieszkanie trójka na Sokołowskiej odziedziczyła po dziadkach, więc przynajmniej dach nad głową mieli od początku.
Sprzedałam swoje mieszkanie i zamieszkałam z synem. Umowa była prosta – ja pomagam z wnukami, on zapewnia mi dach nad głową. Po dwóch latach syn się rozwodził
