Ostry zapach cytrynowego środka czyszczącego zmieszał się z ciepłą wonią świeżo upieczonego chleba, a kontrast ten uderzył mnie tak mocno, że zamarłam w drzwiach, pewna na ułamek sekundy, że wyczerpanie zaprowadziło mnie do niewłaściwego mieszkania.
Moją pierwszą myślą było, że źle policzyłam piętra po kolejnej morderczej zmianie. Drugą, że ktoś się włamał i z niepokojącą uprzejmością przemeblował mi życie. Oba te pomysły legły w gruzach, gdy dostrzegłam krzywy rysunek kredką Olivera, wciąż przyklejony do lodówki obok mojego obtłuczonego ceramicznego kubka.
