Jedno z jego najbardziej niepokojących zdań podsumowuje tę wizję:
„Świat zapomni o fladze, bo ziemia nie będzie już jej trzymać”.
To nie była wojna ani inwazja. Nie ze strony zewnętrznego wroga. To był cichy, głęboki, nieodwracalny upadek.
Woda, która rodzi się z ziemi, a nie z nieba
Według najczęściej cytowanych fragmentów tej przepowiedni, naród przeznaczony do zniknięcia miał spełnić trzy wyraźne warunki.
Po pierwsze: woda nie spadałaby w postaci deszczu, lecz wypływała spod ziemi. Przepełnione warstwy wodonośne, ciśnienie morskie, osłabione gleby od wewnątrz. Dziś nauka nazywa to osiadaniem lądu i upłynnianiem wybrzeża, zjawiskami występującymi w wielu regionach planety.
Drugi: kluczowe miasto nad morzem. Port, stolica nadmorska, „ujście”, przez które statki wpływają i wypływają z portu. Strategiczny punkt, którego utrata miałaby globalne konsekwencje.
Trzeci: ignorowanie ostrzeżeń. Znaki, raporty techniczne, dane naukowe… ale ignorowane przez polityczną doraźność, interesy ekonomiczne lub zwykłą ludzką arogancję.
Gdy te trzy warunki zostaną połączone, ryzyko przestaje być teoretyczne.