Mam na imię Elise, mam 40 lat i trzy tygodnie temu moje życie całkowicie się zatrzymało. Moja 10-letnia córka Lina wyjechała w deszczowy sobotni poranek i już nie wróciła. Od tamtej pory dom stał się pustą skorupą.
Pokój Liny pozostał dokładnie taki sam, jak go zostawiła: porozrzucane kredki, niedokończony rysunek słonecznika, wciąż wiszące lampki choinkowe, niedokończona bransoletka dla „Mamy” na stoliku nocnym. Przechodzę obok niego jak cień, niezdolna do prawdziwego wejścia, ale też do zamknięcia drzwi.
