W środku, w kącie, znajdowało się dziwne „gniazdo”. Nie z gałęzi, ale z ubrań. Ubrań, które znałam na pamięć:
Mój pies przyniósł mi sweter mojej zmarłej córki, który zabrała policja — a potem zaprowadził mnie w miejsce, które przeszyło mnie gęsią skórkę.
