-W końcu dotarłeś? Już myślałam — że się na ciebie nie doczekam.
Andrzej przekroczył próg mieszkania matki, czując ciężar długiego dnia spadającego z ramion. Powietrze tutaj było gęste, przesiąknięte zapachem Valocordin i prażonej cebuli-znajome, ale miażdżące. Marzył tylko o jednym: zawalić się na starym krześle, napić się gorącej herbaty i wyłączyć myśli na co najmniej pół godziny. Ale gdy tylko znalazł się w środku, zmęczenie natychmiast zniknęło, zastąpione niepokojem.
