Kiedy mój syn Caleb poślubił Norę, uwierzyłam, że moje modlitwy zostały wysłuchane. Była pełna wdzięku, miła i delikatna, taka, która rozjaśniała każdy pokój samą swoją obecnością. Na ich ślubie sąsiedzi szeptali, że Caleb dokonał idealnego wyboru, a ja skinęłam głową, przekonana, że życie dało mu szczęście, na które zasługiwał.
Ale tydzień po ślubie zaczęłam zauważać coś dziwnego. Każdego ranka, zanim pierwsze promienie słońca dotknęły zasłon, Nora rozbierała łóżko do naga. Prześcieradła, koce, poszewki na poduszki – wszystko szło do prania. Czasami robiła to jeszcze raz przed wieczorem, jakby sam dzień nie był wystarczająco czysty.
