Pięć tygodni temu urodziłam piękną dziewczynkę. Sarę. Naszą Sarę. Myślałam, że to będzie najszczęśliwszy dzień w moim życiu – kulminacja lat miłości, marzeń i oczekiwania między mną a moim mężem Alexem. Spędziliśmy dwa cudowne lata, wyobrażając sobie tę właśnie chwilę – jak będzie wyglądać, jakie to będzie uczucie ją trzymać. Szeptaliśmy o imionach dla dziecka pod rozgwieżdżonym niebem i razem budowaliśmy pokój dziecięcy, malując ściany delikatnymi pastelami.
Kiedy więc Sarah w końcu się urodziła – ciepła, maleńka i idealna – przytuliłam ją mocno, wierząc, że wkraczamy w najwspanialszy rozdział naszego życia.
