Samolot trząsł się, wznosząc się przez wzburzone chmury, a szum silników ledwo tłumił ostry, przenikliwy dźwięk. Płacz dziecka rozbrzmiewał w kabinie pierwszej klasy, odbijając się od skórzanych foteli i polerowanych paneli. Richard Coleman, miliarder i biznesmen znany z precyzji i opanowania, zacisnął szczękę, bezradnie wpatrując się w córkę. Amelia, zaledwie roczna, była niepocieszona, krzyczała z intensywnością, która sprawiała, że nawet doświadczone stewardesy krzywiły się ze złości.
„Zrób coś!” – warknął Richard na główną stewardesę, a jego zwykły spokój zastąpił rozpacz. Butelki, zabawki, kołysanki – nic nie pomagało. Każda próba zdawała się sprawiać, że Amelia płakała coraz głośniej, a jej maleńkie piąstki wymachiwały, jakby cały świat zwrócił się przeciwko niej. Burza na zewnątrz złowrogo huczała, a błyskawice rozświetlały jej przerażone oczy.
