„Nie możesz tego zrobić sama” – powiedziała spokojnie.
“Czekaj, nie zamykaj kabiny!” Udało mi się wsunąć rękę w wąską szczelinę, drzwi ustąpiły i otworzyły się, a ja, śmiejąc się z niewysłowionej radości, wszedłem do środka.
W torbie zaszeleściła kartka dla „Taty”, a na moim telefonie zaświecił się niebieski przycisk „wideowiadomości”. Miałam go właśnie nagrać, gdy lekarz z uśmiechem wskazał dwie maleńkie lampki na USG. Dwie. Dwie! Nawet powietrze pachniało świeżością, jak w świeżo wyremontowanym pokoju dziecięcym.
