Zostawił mnie w ulewnym deszczu, trzydzieści siedem mil od domu. „Może ten spacer nauczy cię szacunku” – zadrwił. Nie wiedział, że osiem miesięcy przygotowywałem się do tej właśnie chwili.
Deszcz padał ulewnymi strugami, niemal natychmiast przemaczając moją kurtkę i przyklejając włosy do twarzy. Patrzyłam, jak ciężarówka mojego męża pędzi po opustoszałej, wiejskiej drodze, a jej czerwone tylne światła nikną w szarej dali. Jego ostatnie słowa wciąż dźwięczały mi w uszach: „Może spacer do domu nauczy cię trochę szacunku”.
