Był przenikliwie zimny wieczór w Seattle, noc, w której nawet latarnie uliczne zdawały się drżeć we mgle. Monica Evans, 28-letnia pracownica biurowa mieszkająca samotnie w skromnym domu szeregowym, spieszyła do domu z późnej zmiany. Skręcając za róg swojej ulicy, zobaczyła postać skuloną pod ścianą zamkniętego supermarketu.
Ubranie mężczyzny było znoszone i brudne, włosy długie i splątane. Twarz zasłaniała mu rzadka broda, ale Monikę najbardziej uderzył sposób, w jaki obejmował się ramionami, drżąc gwałtownie z zimna.
