Przeszedłem na emeryturę w wieku siedemdziesięciu lat, kupiłem ciasto i wróciłem do domu, żeby świętować z rodziną. Nagle zastałem walizki czekające na ganku, a drzwi wejściowe zamknięte. Coś było naprawdę nie tak.
Pracowałem w tej klinice przez trzydzieści osiem lat. Twarze się zmieniały, kierownictwo przychodziło i odchodziło. Nawet nazwa szpitala zmieniała się raz czy dwa. Ale zostałem.
