Dlaczego wciąż powoli przemierzamy cmentarne ścieżki, składając kwiaty, milcząc, a czasem nawet płacząc… skoro wiemy, że nasza ukochana osoba już nie istnieje? Wielu zadaje sobie to pytanie w milczeniu, nie zawsze odważając się je wypowiedzieć. A jednak jest to pytanie głęboko ludzkie. Bo wizyta na grobie nie jest ani automatycznym, ani bezsensownym gestem: to intymny akt, nasycony emocjami, który mówi o wiele więcej o żyjących niż o tych, którzy odeszli.
Oddajemy hołd historii, nie tylko miejscu

Nawet jeśli wierzymy, że dusza opuściła ten świat, ciało, które tam spoczywa, przeżyło całe życie. Kochało, pracowało, śmiało się, pocieszało i trzymało blisko innych. Odwiedzanie grobu nie polega na trzymaniu się kurczowo fizycznego przedmiotu, ale na uznaniu całej historii. To powiedzenie: „Istniałeś. Byłeś ważny”. W społeczeństwie, które szybko się zmienia i czasem zbyt łatwo zapomina, ten prosty gest przywraca wartość przeżytemu życiu.
Aby dać miłości punkt zaczepienia
Miłość jednak nie znika wraz z nieobecnością. Ale nasze emocje potrzebują konkretnych punktów odniesienia. Grób staje się wtedy punktem stałym, konkretnym miejscem, w którym możemy złożyć to, co czujemy: tęsknotę, czułość, a czasem gniew. Nie idziemy tam, by szukać niewidzialnej obecności, ale by spotkać to, co nosimy w sobie. To trochę jak odłożenie na kilka minut zbyt ciężkiej torby, by złapać oddech.