Zebraliśmy się na tarasie na dachu mojego mieszkania, tuż po zachodzie słońca, niebo wciąż trzyma się światła dziennego, ale cienie się skradają.
To miała być zwykła rodzinna kolacja, nic więcej niż zwykły piątkowy rytuał, gdzie każdy ścisnął wokół małego stołu na zewnątrz, płyty zbalansowane na kolanach lub niepewne krawędzie.
Nie planowałem dziś niczego ogłaszać, ale słowa wyszły między ukąszeniami pieczonego …
👇 👇 👇 👇 👇