To był wczesny poranek w naszym małym, zatłoczonym mieszkaniu – tuż po 6 rano, kiedy słońce ledwo przesiąknęło przez cienkie zasłony.
Siedziałem na kanapie, karmiłem piersią nasze nowonarodzone bliźniaki, wyczerpany, ale skupiony na zachowaniu ich spokoju.
Cisza została przerwana, kiedy mój mąż wszedł do pokoju, jego wyraz twarzy był nieczytelny, ale zimniejszy niż zwykle.
Bez preambuły kazał mi się spakować, bo przeprowadzaliśmy …
👇 👇 👇 👇 👇