To było spokojne późnym popołudniem na międzynarodowym lotnisku, gdzie nuty podróżnych łączy się z odległych rozmów na pokładzie.
Byłem tam, w zwyczajnym chaosie przylotów i odlotów.
Dzień był rutynowy, aż nagle pojawił się chłopiec.
Biegał, przedzierał się przez podróżnych z desperacją, która przykuła moją uwagę.
Doszedł do odpowiedniego miliardera, na skraju wejścia na pokład swojego prywatnego odrzutowca.
“Proszę, nie odchodź!” …
👇 👇 👇 👇 👇