Ale nie o to chodziło, Brennan. Chodziło o drobiazgową dbałość o szczegóły, z jaką je ułożono, o niemal pełną miłości troskę o ich rozmieszczenie, o świeże kwiaty, które pani Harlow umieściła w jej starannie ułożonych dłoniach. Ktoś zatroszczył się o te ciała. Ktoś traktował je jak marionetki w groteskowych kostiumach.
„Opiekamy się mamą i tatą” – powiedziała za nim jego najstarsza córka. „To tylko dzieci, Prawda? Jesteśmy bardzo pracowitymi dziećmi. Uczyliśmy się obserwując. Długo obserwowaliśmy, zanim zrozumieliśmy”.
