Brennan uśmiechnęła się krzywo. „Na co czekasz, kochanie?” Jej usta wygięły się w coś, co wcale nie przypominało uśmiechu. „Więc zrozumiesz. Ale nie zrozumiesz. Nikt nigdy nie zrozumie. Tak to po prostu działa”.
Zanim Brennan zdążyła wymyślić jakąś tajemniczą odpowiedź, najmłodsze dziecko zrobiło krok naprzód: chłopiec, który nie mógł mieć więcej niż cztery lata. Jego ruchy były dziwne, zbyt drobne, jak marionetka na dobrze naoliwionych sznurkach. „Ćwiczyliśmy” – powiedział chłopiec, naśladując ton i rytm starszej dziewczynki. „Jesteśmy naprawdę dobrzy. Mama mówi, że jesteśmy prawie idealni. Chcesz nas zobaczyć?”
