Poczekałam, aż trzy kobiety Poczekałam, aż trzy kobiety opuszczą pomieszczenie. Kiedy drzwi zamknęły się za nimi, uśmiechnęłam się lekko i dopiłam resztę kawy. Słowa Marianne wciąż dźwięczały mi w głowie — jej pewny, lekko wyniosły ton nie był jedynie przejawem arogancji, lecz także strachu. Tego subtelnego lęku ludzi, którzy przeczuwają, że dotychczasowy porządek wkrótce się zachwieje, ale wciąż kurczowo próbują go utrzymać.👇👇👇🤗

— Pani Weiss, pani Marianne Hoffmann chciałaby z panią porozmawiać — oznajmiła sekretarka.

Uśmiechnęłam się w duchu. Los miał dziś wyjątkowe poczucie humoru.

Marianne weszła pewnym krokiem, tak jak wcześniej w sali z kawą, lecz gdy nasze spojrzenia się spotkały, na moment straciła całą swoją pewność siebie. Zamarła, zaskoczona.

— Och… przepraszam, nie wiedziałam, że… — zaczęła, ale przerwałam jej łagodnie.

— Że jestem tą „nową miotłą”? — zapytałam spokojnie. — Proszę się nie martwić, pani Hoffmann. Cenię szczerość bardziej niż pochlebstwo.

Jej policzki lekko poczerwieniały, lecz szybko odzyskała oddech.

— To był tylko niefortunny żart. Kocham tę firmę, poświęciłam jej dwanaście lat życia. Wiem, jak wszystko tutaj działa.

KONTYNUUJ CZYTANIE NA NASTĘPNEJ STRONIE 🥰💕

←PoprzedniNastępny→

Leave a Comment