“Od siedemdziesiątych urodzin, córeczko” – odpowiedziałam.
Cisza w słuchawce trwała trzy sekundy. Potem Agnieszka powiedziała “fajnie, mamo” i zmieniła temat. Ale te trzy sekundy ciszy – to było więcej, niż wszystkie wykrzykniki w jej SMS-ach. I ja wiem, że ona kiedyś zrozumie. Może kiedy sama będzie miała sześćdziesiąt lat i puste krzesło przy stole. Ale nie zamierzam na to czekać.
Mam siedemdziesiąt lat. Mam sprawne nogi, bilet na autokar i sąsiadkę, która piecze szarlotkę. Tadeusz by powiedział: “Wiesiu, nie marudź, jedź.” Więc jadę.