Ojciec przed śmiercią powiedział, że zostawił testament u notariusza. U notariusza usłyszałam, że wszystko jest zapisane na osobę, której nigdy nie widziałam na oczy

– Pani Renato, muszę panią poinformować, że pani ojciec zmienił testament – powiedział, otwierając teczkę. – Czternaście dni przed śmiercią.

Pamiętam, że najpierw pomyślałam: “To pewnie drobna korekta”. Może dodał zapis o książkach, które kochał, albo o zegarku dziadka.

– Całość majątku została zapisana jednej osobie – kontynuował notariusz. – Pani Agnieszce Walczak.

Powtórzył to nazwisko. Agnieszka Walczak. Patrzyłam na niego i czekałam, aż powie, że to pomyłka. Że przesłyszałam się. Że to jakiś żart. Nie powiedział.

– Nie znam żadnej Agnieszki Walczak – wyszeptałam.

Notariusz spojrzał na mnie ze współczuciem, ale nic nie mógł dodać. Był związany tajemnicą. Powiedział tylko, że tata przyszedł sam, był przytomny, podpisał dokumenty.

Dwa tygodnie przed śmiercią, kiedy ja byłam w pracy, a Adam zawiózł tatę na tak zwany “spacer po mieście”. Tata prosił Adama, żeby podrzucił go pod aptekę na Kościuszki. Adam wysadził go i pojechał na zakupy. Tata nie poszedł do apteki.

Wróciłam do domu i usiadłam w kuchni taty, przy tym samym stole, przy którym jedliśmy niedzielne obiady przez całe moje dzieciństwo. Cerowany obrus, wazon z jednym suszonymi kwiatem, kubek z napisem “Najlepszy dziadek”, który wnuczka Zosia pomalowała mu trzy lata temu. Zadzwoniłam do Grzegorza.

– Grzesiek, tata zmienił testament. Zapisał wszystko jakiejś kobiecie. Agnieszka Walczak. Znasz ją?