Działkę pod Siedlcami tata kupił w latach dziewięćdziesiątych. Niewielka, może osiem arów, ale z domkiem, studnią i sadem, który mama potem rozbudowała o grządki z truskawkami i porzeczkami. Po śmierci taty dwanaście lat temu działka stała się dla mamy całym światem.
Jeździła tam autobusem trzy razy w tygodniu, nawet zimą, żeby sprawdzić, czy rury nie zamarzły. Ja pomagałam w weekendy – kosiłam trawę, naprawiałam płot, woziłam ją samochodem, kiedy autobus odwołali.
