Moja historia miłosna składała się z krótkich związków, które zaczynały się obietnicą, a kończyły grzecznymi pożegnaniami. Nic dramatycznego. Nic trwałego. Wystarczająco dużo, żebym zaczęła się zastanawiać, czy coś ze mną nie tak.
Kiedy więc nawiązałam z nią kontakt online i nasza rozmowa zaczęła płynąć swobodnie, od razu poczułam coś innego.
Śmialiśmy się.
Dzieliliśmy się historiami.
Cisza nigdy nie była niezręczna.
Po raz pierwszy od dawna nie próbowałem zaimponować komuś ani wymusić chemii. Ona po prostu istniała.
Po kilku udanych randkach poprosiłem ją o zostanie moją dziewczyną.
Uśmiechnęła się i bez wahania powiedziała „tak”.