A potem Elza eksplodowała jak czajnik, któremu podskoczyła pokrywka:
— Dobrze! To zobaczymy, kto wam przyniesie zimą słoik ogórków! I świeże ziemniaki! Zobaczymy, jak będziecie żyć z tymi waszymi nowoczesnymi pomysłami!
Günter i Greta mruczeli pod nosem, ale zaczęli się wycofywać. Wyglądali na znacznie mniej pewnych siebie, niż byli godzinę temu.
— Chodźcie, Günter! Chodź, Greta! — zakomenderowała Elza. — Niech sobie umierają z głodu na swoich leżakach!
A potem trzasnęła bramą tak, że echo odbiło się od sąsiednich domów.
W końcu… cisza.
Christian westchnął głęboko, a ja podeszłam bliżej.
— Dziękuję ci, — powiedziałam miękko.
— Już czas, — odpowiedział, z lekkim, zmęczonym uśmiechem. — Zrozumiałem, że albo jesteśmy jedną drużyną… albo żadną.
Przytuliłam się do niego. Po raz pierwszy nasza działka nie wydawała mi się polem bitwy, tylko miejscem, które naprawdę do nas należy.
— A ogródek? — zapytałam z przekąsem.