Spojrzałam na Christiana. W jego oczach widziałam wewnętrzną walkę: lojalność wobec matki, chęć zachowania spokoju, ale też świadomość, co jest słuszne.
— Christian… — powiedziałam cicho, ale tak, by wszyscy słyszeli. — Ty czego chcesz?
Nasze spojrzenia się spotkały. Przez ułamek sekundy zobaczyłam w nim strach — strach mężczyzny rozdartego między dwoma światami. A potem… coś pękło. Może zrozumiał, że jeśli teraz nie zabierze głosu, nie będzie miał już kiedy.
I powiedział.
— Chcę tego, co zaplanowaliśmy razem, — odezwał się, nieco niepewnie, ale zdecydowanie. — Chcę strefy relaksu. Chcę żyć według naszych zasad.
Elza zesztywniała. Günter zmarszczył brwi. Greta otworzyła usta, ale przez chwilę nie była w stanie nic powiedzieć.
— Jak to… strefy relaksu? — wymamrotała Elza. — A ogród? A ziemia?
— Mamo, ogród może poczekać, — odparł Christian. — My mamy inne marzenia. I chcę w tym wspierać Hannah.
Te słowa… Czekałam na nie od dawna. Może od początku naszego małżeństwa. Poczułam, jak wielki ciężar spada mi z ramion.
— Prosimy tylko, żebyście uszanowali naszą decyzję, — dodałam łagodnie, choć stanowczo.
Cisza.