
Pierwsza sesja terapeutyczna była długa i wyczerpująca. Szpital, z ostrym, białym oświetleniem jarzeniówek i niepowtarzalnym zapachem, wydawał się zastygły w czasie. Kiedy się obudziła, wciąż oszołomiona, spodziewała się zobaczyć znajomą twarz.
Ale nie tego.
