
Pierwsza sesja terapeutyczna była długa i wyczerpująca. Szpital, z ostrym, białym oświetleniem jarzeniówek i niepowtarzalnym zapachem, wydawał się zastygły w czasie. Kiedy się obudziła, wciąż oszołomiona, spodziewała się zobaczyć znajomą twarz.
Ale nie tego.
Jego siostra tam była. Siedziała. Zmęczona. Jej oczy były zaczerwienione.
Nie robiła sceny. Powiedziała po prostu:
„Jechałam całą noc. Jestem tutaj”.
Jedenaście godzin w drodze. Żadnego odwołania. Żadnego przesłania. Tylko decyzja.