Prostej kobiecie odmówiono pokoju we własnym hotelu — kilka minut później jej miliarder-mąż zwolnił wszystkich!

„Jestem menedżerką i mówię pani, że ma pani natychmiast wyjść.” „W takim razie proszę zadzwonić do właściciela. Proszę zadzwonić do Adriena.” Śmiech Patricii stał się głośniejszy. „Do właściciela? Myśli pani, że właściciel ma czas na takie rzeczy — na panią?” Odwróciła się do Jessiki. „Dzwonimy po policję czy po ochronę?” Ręce mi drżały, gdy próbowałam zadzwonić do Adriena. Poczta głosowa. Był pewnie na spotkaniu. Patricia zobaczyła to i szyderczo pokręciła głową. „Och, teraz udajemy telefony. To robi się żałosne.” Wyjęła krótkofalówkę. „Frank, potrzebujemy cię przy recepcji. Mamy intruza.”

„Nie jestem intruzem. Mam rezerwację.” Mój głos się podniósł, wkradała się desperacja. W ciągu minuty pojawiło się dwóch rosłych ochroniarzy — Frank i Tony. Patricia wskazała mnie, jakby byłam śmieciem do wyniesienia. „Wyprowadzić tę kobietę z hotelu. Jest intruzem i próbuje nas oszukać.”

Nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje. „Proszę, wysłuchajcie mnie. Mówię prawdę. Jestem Camila Rodriguez. To hotel mojego męża.” Frank chwycił mnie za lewe ramię. Uścisk był twardy, bolesny. Tony złapał prawe równie brutalnie. „Ruszamy się, młoda damo. Nie utrudniaj.” „Proszę mnie nie dotykać! Natychmiast mnie puśćcie!”

Szarpnęłam się, ale tylko zacisnęli chwyt. Zaczęli ciągnąć mnie do wyjścia. Nogi ślizgały się po marmurze. Plecak zsunął się z ramienia, upadł, a wszystko wypadło: telefon, portfel, klucze, balsam do ust. „Zostawić” — krzyknęła Patricia, jakby oglądała show. „Ochrona wyrzuci to do śmieci, gdzie miejsce. Tak się kończy próba oszukania luksusowego hotelu. Niech to będzie nauczka.” Ben kopnął kilka moich rzeczy, śmiejąc się. Sophia nagrywała. Inni goście też. Ktoś powiedział: „To na pewno pójdzie viralem.”