To był typowy czwartkowy wieczór w mojej ciasnej łazience, zaraz po zmywaniu naczyń i słaby nuk miasta na zewnątrz osiedlił się w coś spokojniejszego.
Złapałem swoje odbicie w lustrze i zauważyłem te uparte żółte, kruche paznokcie ponownie – moje palce skrzypiące nerwowo, krawędzie szorstkie i łuszczące się.
