W wieku sześćdziesięciu siedmiu lat Gail Morrison w końcu zbudowała życie, o jakim marzyła. Po czterdziestu latach pracy jako starsza księgowa w Chicago i stracie męża Adama na raka, przeprowadziła się na osiemdziesięcioakrowe ranczo w Montanie – marzenie, które pielęgnowali przez całe życie. Ranczo było ciche, otoczone sosnowymi lasami i otwartym niebem. Jej poranki zaczynały się od mocnej kawy na ganku, gdzie obserwowała mgłę unoszącą się nad doliną, podczas gdy jej trzy konie – Scout, Bella i Thunder – pasły się w spokoju. To był ten rodzaj samotności, który ceniła.
Potem nadszedł telefon, który wszystko przerwał.
