Zza uchylonych drzwi sypialni dobiegł słaby śmiech – śmiech kobiety, boleśnie znajomy, a jednak tak nieodpowiedni w tym miejscu.
Zamarłam na korytarzu, torba z zakupami wyślizgnęła mi się z rąk, a pomarańcze potoczyły się po podłodze. Poczułam ucisk w piersi, serce waliło mi jak młotem. Otworzyłam drzwi szerzej i oto były. Mój narzeczony, Ethan, zaplątany w pościel z moją najlepszą przyjaciółką, Chloe.
Uśmieszek na twarzy Ethana ranił mocniej niż sama zdrada. Nie spieszył się z ukrywaniem ani wyjaśnianiem. Odchylił się swobodnie, z prześcieradłem opadającym mu na biodra, i wpatrywał się we mnie z tym swoim okrutnym uśmieszkiem. „Co zamierzasz zrobić, Lena?” – zadrwił. „Płakać?”
