Dziewczynka, teraz o imieniu Anna, z siłą i ufnością sięgnęła po pierś. I Zofia poczuła: bez względu na to, ile razy była osądzana i wyśmiewana, to dziecko ją wybrało, a to znaczyło wszystko. Pewnego ranka Maksym podszedł do niej. „Musisz przestać się ukrywać”.
* Służąca karmiła jego córkę. I nie wyrzucił jej, tylko własną żonę. Szczegóły przyprawiają mnie o gęsią skórkę…
