„Zejdź z mojego miejsca. Natychmiast”. Wypielęgnowane paznokcie Karen Whitmore wbiły się w ramię Marcusa Washingtona, gdy szarpnęła go w górę. Jego kawa rozlała się po „Wall Street Journal”. Gorący płyn ochlapał mu dżinsy. Wepchnęła go do przejścia i wpadła na miejsce 1A jak na podbój terytorium.
„Tak lepiej”. Karen wygładziła spódnicę Chanel, zajmując miejsce pod jego podłokietnikiem.
