Przez całe nasze dwuletnie narzeczeństwo pojawiały się sygnały – Ethan kpił z mojej nerwowości przed imprezami, dokuczał mi, gdy płakałam podczas kłótni, nazywał mnie „zbyt wrażliwą”, gdy prosiłam go, żeby przestał. Ignorowałam każdą czerwoną flagę, wmawiając sobie, że jest po prostu zestresowany, żartuje albo nie mówi tego serio. Ale kiedy ocierał łzy śmiechu z oczu, a ja stałam przemoczona w fontannie, zobaczyłam prawdę: on mnie nie kochał. Kochał władzę.
Na naszym ślubie mąż nagle wepchnął mnie do lodowatej fontanny i wybuchnął histerycznym śmiechem. Upokorzona i złamana, zareagowałam w sposób, którego nikt nie mógł sobie wyobrazić.
