Stój! Kto tam? Cień ochroniarza błysnął na bramie, a Maryana przywarła do ceglanego muru, wstrzymując oddech. Serce waliło jej tak głośno, że zdawało się rozbrzmiewać echem po całym sierocińcu. Jeszcze chwila i snop światła latarki niebezpiecznie zbliżył się do jej stóp.
„Musiałem to sobie wyobrazić” – mruknął strażnik, ziewając, wracając do stróżówki. Maryana odetchnęła dopiero pół minuty później, gdy drzwi zatrzasnęły się za nim. Szczupła dwunastoletnia dziewczynka, z ciemnymi włosami spiętymi w ciasny kucyk, przesunęła się wzdłuż ogrodzenia w stronę dziury, o której wiedziały tylko dzieci, ale dorośli nigdy o niej nie mówili.
