Łzy spływały mi po twarzy, gdy uświadomiłam sobie, ile bólu przeżywała, bólu, który tak dobrze przed nami ukrywała. Serce bolało mnie na myśl, że nie byłam w stanie ochronić jej przed własnymi demonami. Ale pośród listów pełnych bólu i zmagań, kryły się też promyki nadziei. Pisała o chwilach szczęścia, o przyjaciołach, którzy ją rozśmieszali, i o miłości do nas, mimo wszystko.
Zaraz po pogrzebie naszej 15-letniej córki mój mąż nalegał, żebym się jej pozbyła
